Przejdź do głównej zawartości

Posty

Paprykowo - kalafiorowy mus/sos do warzywnych makaronów i jako dip do... wszystkiego

Wpadł mi w oko kanał belgijskiej autorki książek kucharskich w rodzaju raw wege Julie Van den Kerchove (klik). Zachwyciłam się prostotą i jej bardzo konkretnym stylem gotowania (tak, gotowania, nie całkiem to raw funkcjonuje ;-)). Pomijam śliczne dołeczki w policzkach, które przypominają mi cherubinki z obrazów dawnych mistrzów. Z wielką przyjemnością oglądam nagrane przez Julie (właściwie Simona...) filmiki, nawet spróbowałam jednego przepisu, który oparty był na kalafiorze. Przypominał mi mój majonez z kalafiora (klik), toteż zdecydowałam się wypróbować proporcje składników sugerowane przez Julie, licząc na ciekawe wrażenia i... nie wytrzymałam... Dodałam pieczoną paprykę... akurat miałam pod ręką (gdy coś piekę zazwyczaj dokładam z boku jakieś warzywa, tak sobie, żeby było jakbyco...). Nigdy w życiu nie jadłam tradycyjnego sosu carbonara, więc trudno porównywać. Zanim dodałam paprykę, był niezły, ale z papryką, to dla mnie bomba. Z makaronem warzywnym wyprodukowanym za pomocą spir…
Najnowsze posty

Dżem śliwkowo - winogronowy z cytryną

Powidła śliwkowe... Obowiązkowa aktywność słoikowa września. Będąc dzieckiem bardzo lubiłam dżem (jakie dziecko go nie lubi???)... truskawkowy... i żaden inny... (jakież dziecko nie ma swoich smaków???). Aż do dnia, gdy w gościnie u cioci i wujka zostałam poczęstowana śliwkowymi powidłami autorstwa tegoż wujka właśnie. Jako dziecko poprawne i grzeczne stanęłam przed poważnym dylematem: Zgnieść, zdusić, zamordować własne podniebienie zmuszając do przełknięcia "brązowego paskudztwa" czy też zasmucić lubiane wujostwo... Wujostwo naprawdę lubiłam a wujka ceniłam ogromnie za niepojętą dla mojego dziecięcego umysłu konsekwencję i dyscyplinę, więc chcąc choć zbliżyć się do niedoścignionego ideału wujka, ze ściśniętym gardłem umieściłam porcję powideł w ustach i... zakochałam się... Brązowe paskudztwo przeistoczyło się w moim umyśle w ambrozję o głębokim kolorze i korzennym aromacie. I tak już zostało. Wujek powidła czynił chętnie (miał w ogrodzie rodzinnym kilka starych śliw i zazw…

Owsianka z gruszką i jabłkiem późnego lata

Z dziwnym uczuciem nierealności czytam opowieści z krajów około zwrotnikowych, gdzie z dokładnością do kilku godzin można przewidzieć deszcz, porę suchą,... i to na wiele miesięcy naprzód... Całymi latami wcześniej czasem wręcz... W Polsce XXI wieku niemożliwym jest przewidzenie, czy lato będzie deszczowe, czy suche, czy jedno z drugim na zmianę. Nawet z minimalnym wyprzedzeniem... ;-) I tak dzisiaj nastąpiło załamanie pogody. Czy na dobre, w sensie początku jesieni? Zobaczymy. Trochę szkoda miłego porannego ciepełka. Jednak z drugiej strony, późnym latem właśnie pojawiają się moje ulubione owoce. Jabłka twarde i soczyste, śliwki słodko-kwaśne, mięsiste. Niestety, tego roku nie spodziewam się mirabelek, bo na drzewach kwiaty przemarzły w czasie ostatnich wiosennych przymrozków. W naszej okolicy. Na szczęście, w Polsce klimat różnorodny i w innych rejonach jakieś śliwki i jabłka obrodziły. Ceny nie powalają łaskawością, ale przynajmniej są. Będę je tym bardziej cenić. Na teraz eksponuj…

Pasta mega karotenowa

Zaczynają się pojawiać na straganach piękne, pomarańczowe kule... Dynie... To jedne z najbardziej malowniczych warzyw. Wyglądają przepięknie już na grządkach, i to od pierwszych swoich dni. Tego lata pogoda im sprzyjała, więc na targowiskach ceny są bardzo przyjazne, a nawet w moim ogródku pojawiło się ich kilkanaście! Może nie wiecie jeszcze, ale u nas gleba jest tak piaszczysta, że trudno nazwać ją ziemią uprawną... Większość sąsiadów sieje trawę i traktuje ogródki głównie rekreacyjnie. Ja uparcie mnożę ilości grządek przekształcając ugór w ogród uprawny kompostując wszystkie resztki kuchenne, zmieniając skoszoną trawę na ściółkę i rozkładając pomiędzy rośliny kapuściane liście, które eliminują grzybowe patogeny z ziemi (przynajmniej na to liczę opierając się na pionierskich badaniach, jakże swojskich, naszych polskich naukowców). Powoli mogę już oglądać rezultaty: rosną i owocują dynie, cukinie, pomidory, nawet uparta marchewka zaczęła przypominać kształtem marchewkę. W tym roku (…

Pieczarki z sałatą rzymską w sosie fistaszkowym

Robiąc regularnie masło orzechowe dla męskiej części mojej rodziny, pozostają mi resztki owego świeżo uczynionego przysmaku na ściankach i dnie blendera. Przecież nie potraktuję ich wodą z płynem! Zmarnowało by się sporo (no... odrobinę, ale i tak za dużo ;-)) dobra a domowe masło orzechowe (klik) jest najlepsze na świecie! Dzisiaj jednak nie miałam najmniejszej ochoty na słodkości, które zazwyczaj robię z tych resztek. Wlałam więc nieco mleka i (unikając słodkich inklinacji kulinarnych) sól z pieprzem ziołowym. Okazało się ciekawe w smaku, więc dorzuciłam czosnek i cytrynę dla podkręcenia smaku. W piekarniku dochodziły moje ukochane portobello, na talerzu pyszniła się grubo pokrojona sałata rzymska. Nie pozostało nic innego, jak dołożyć trochę jaglanki, polać uzyskanym sosem i zjadać rozkoszując się każdym kęsem. Nie myślałam, że kiedykolwiek posmakuje mi wytrawna wersja fistaszków. Aż do dzisiaj...

SOS FISTASZKOWY
dla 2 osób
1 porządna łyżka masła orzechowego (niesłodzonego!) 150 ml…

Berlin, pikantny cynamon i dżem z aronii

Do Berlina jechałam z myślą, by doświadczyć tego, co inni opisują jako raj dla wegan... niebo na ziemi... najbardziej przyjazny weganom zakątek Europy... Tak kuszące opinie okazały się mieć na mnie wpływ na tyle duży, korzystając z pewnej dozy mężowskiej niepewności, gdzie zrobić sobie kilka dni urlopu, zaproponowałam Berlin. Znajomi dziwili się, po co na urlop wybierać wielkie miasto. Ja jednak byłam bardzo, bardzo ciekawa, czy i ja będę czuła się tam jak w wegeraju. Przecież mi nie wystarczy wegańskie jedzenie. Muszę znać dokładną listę składników, żeby sobie dostosować dawki terapeutykóew. No i musi być naturalnie, zdrowo, niskotłuszczowo z niskim IG i bezglutenowo (wiem, nie jest łatwo... ale cóż, bywa, zdarza się... nie mam jeszcze najgorzej ;-)), a o to w wegańskim świecie kulinarnym trudno. Jako wszelki wypadek wzięłam ze sobą porcjowaną kaszę z suszonymi warzywami (obiad) i swoje musli (śniadanie, zakładałam dostępność świeżych owoców...). A jak było? Faktycznie, łatwo było z…

Domowy makaron soba???

Nadszedł czas na super wyzwanie... Domowy makaron... Niby nic specjalnego. Robiłam przecież wieeeele razy, ale... daaaawno temu i... pszeeeenny, no i... z jajami... ;-) Nie, żeby taki dowcipny był albo ja jakąś fontanną humoru strzelała, ale makaron bez jaj kiepsko smakował. Blady jakiś, twardy, i w ogóle nijaki. Rezygnując z nabiału, zrezygnowałam więc z domowego makaronu. Nie specjalnie się przejęłam, wszak w sklepach już była obfitość pełnoziarnistych o różnych kształtach. Rozkoszowaliśmy się nimi aż do czasu, gdy potrzeba zmusiła do rezygnacji z glutenu. I tu zaczęły się schody... Nie, nie do nieba... Do mrocznej piwnicy, bo nawet ulubiony makaron owsiany powodował dolegliwości jelitowe ukochanej latorośli. Masowo produkowane makarony z przekreślonym kłosem były nafaszerowane chemią obficiej niż odświętna kaczka pomarańczami. Natomiast te z króciutkim składem, gryczane i jaglane okazały się... hmmm... chyba bardziej blade w smaku niż ten mój bez jaj. Post makaronowy jednak zaczął …